List otwarty do senatora Jana Rulewskiego oraz odpowiedź.
Jan Krzysztof Kelus: List otwarty do senatora Jana Rulewskiego z dnia 18.02.2016r.
Szanowny Panie Senatorze, Drogi Janku.
Twoja reakcja na ujawnienie dokumentów potwierdzających fakt, iż Lech Wałęsa był konfidentem SB, zdumiała mnie i oburzyła. Użyłeś bowiem sformułowania:
Wałęsa uważa dzisiaj, że jest niepokalany od poczęcia, jak Matka Boska. A to nieprawda. Wszyscy jesteśmy pokryci czerwoną rdzą komuny. Wszyscy musieliśmy z tą komuną kolaborować, wręcz spółkować.
Poczułem się dotknięty, gdyż kolaboracją z komuną się nie zhańbiłem. Spółkowaniem tym bardziej. Pozwolę sobie przypomnieć strofkę mojej dawnej piosenki:
Na kapuście czarne liście
—Ja wolałem tamten patos –
Nie daj dupy komuniście,
Choć podobno dobrze płacą
Sądzę, że moja reakcja nie jest odosobniona. Piszę w imieniu tych wszystkich, którym towarzyszą podobne odczucia. Gdyby nie brak czasu, oraz to, że mieszkam na odludziu, zebrałbym pod tym listem podpisy grupy przyjaciół, czyniąc z niego list zbiorowy. Wierzę, że jesteś dobrym człowiekiem. Pamiętam i jestem Ci wdzięczny za to, że przed kilku laty – jako jedyny z moich solidarnościowych i prominentnych znajomych – zadzwoniłeś do nas aby dowiedzieć się, czy mamy z czego żyć. Twoje obawy o to, czy ujawnienie teczki nie wpłynie na stan zdrowia Wałęsy, być może również wynika z Twej dobrotliwości.
Pozwolę sobie jednak zauważyć, że dobrotliwym wujkiem można być w rozmowie z siostrzeńcami, zaś to, co uchodzi na rodzinnych imieninach, nie uchodzi Senatorowi Rzeczpospolitej, który wypowiada się publicznie. Twoja kuriozalna wypowiedź w Radiu Zet została natychmiast nagłośniona przez media w rodzaju zawiadywanego przez Ringer Axel Springer portalu Onet. I będzie zapewne wielokrotnie przytaczana przez tych wszystkich, którym zależy na konserwowaniu chwiejących się nóg okrągłego stołu. Świadomie lub bezwiednie przysłużyłeś się tym, którzy czynili i nadal czynią to samo: zacierają granicę pomiędzy prawdą a kłamstwem, wiernością a zdradą, honorem a hańbą.
Mam nadzieję, że zechcesz wytłumaczyć się z nieopacznie wypowiedzianych i przeprosić tych, którzy poczuli się Twą wypowiedzią dotknięci. Najbliższym przykładem jest moja żona – Urszula Sikorska-Kelus, która również poświęciła sporo lat na działalność opozycyjną. Ponieważ zaś moja reakcja na Twą wypowiedź wydała jej się zbyt stonowana, jako namiastkę listu zbiorowego, przeczytasz poniżej kilka słów adresowanych przez nią do Ciebie.
Nadal Ci życzliwy, Jan Krzysztof Kelus
P.S.
Szanowny Panie,
Komentując dzisiaj w Radiu Zet sprawę odnalezienia dokumentów, z których jasno wynika , że Lech Wałęsa był tajnym współpracownikiem SB, użył Pan sformułowania ‘my wszyscy musieliśmy z tą komuną kolaborować..”- obraził mnie Pan. Tą - być może niezręczną - wypowiedzią zszargał Pan dobre imię wszystkich ludzi, którzy przez lata występowali przeciwko władzy komunistycznej w Polsce.
Wypadałoby ich przeprosić. I występować w imieniu własnym.
Urszula Sikorska-Kelus
Jan Rulewski: odpowiedź na list otwarty Jana Krzysztofa Kelusa z dnia 21.02.2016r.
Mili moi : J. K Kelus i Urszulo Sikorska Kelus!
Odpowiadam na Wasz list otwarty, który, prawda, nie jest odosobnionym głosem w dyskusji nad teczkami Kiszczaka. Spotykam się z przeciwnymi opiniami również w liczbie mnogiej.
To dobrze, że odzywacie się z niedalekiej leśnej głuszy. I od razu stawiacie mnie do raportu o zamazywanie granic między kłamstwem a prawdą i hurtowe zapisanie do kolaborantów wszystkich Polaków. Jak zawsze otwarci i wyrozumiali dajecie mi szansę na przeprosiny.
Mógłbym posłużyć się poprawnością i przeprosić za niezrozumienie mojej wypowiedzi, ale Wam należy się szczerość. Podtrzymuję, że wszyscy byliśmy pokryci czerwoną rdzą i zmuszani do kolaboracji z komuną. Niemała część Polaków /ok 6 mln w PZPR i 360 tys. w służbach w okresie PRL/ dokonywała wyboru świadomego lub interesownego.
Wykluczany z polskiej kultury za działalność artystyczną, znalazłeś sobie azyl zbierając nasiona na wierchach jodeł w Bieszczadach i polowałeś ze swoimi pszczołami na miód. Ale czyniłeś to w państwowych lasach i pegeerowskiej ziemi. Brałeś w ręce bilety NBP, które nie były pieniędzmi. Nade wszystko tworzyłeś. Do czasu, gdy spotkaliśmy się na Mokotowie. Gdyż inni na Ciebie donosili lub Ciebie tropili.
Tak mogło żyć niewielu, wyjątki.
Pamiętasz naszą dyskusję w celi nad apelem do koleżanek i kolegów, aby nie wstępowali do reżimowych związków? Tych co go złamią nazwaliśmy kolaborantami. Wstąpiły do nich miliony. Pamiętasz też sprzeciwiałem się takiemu określeniu, mając na uwadze co się zdarzyło w bydgoskiej ELTRZE, gdzie Trybuna Ludu podała o zrywaniu z Solidarnością i przystępowaniu, wówczas tak się to nazywało, do komisji pracowniczych.
A rzeczywiście było to tak: Solidarność w 1981 r. przewróciła listy przydziału mieszkań naszpikowane tzw. aktywem. Mieszkania przydzielano /podkreślam przydzielano/ matkom z dziećmi, nierzadko uciekającym przed mężami pijakami. Wprowadzono stan wojenny. Nowo-stary aktyw przystąpił do kolejnego przydziału. Warunek bezwzględny – odcięcie się od Solidarności i przystąpienie do neozwiązków, a może coś więcej. Posłuchały . Wybrały życie i kolaborację.
To nie przypadki, to miliony zdarzeń /nie mylić z ilością mieszkań/. Tak było w Stoczni. Jeden z obecnych fundamentalistów w ujawnianiu zdrady Wałęsy opowiadał, że po Grudniu 1970 r. rozdzielono w Stoczni im. Lenina 300-600 działek, setki mieszkań i kwater. Wśród młodych. Może w kolejce stał L.Wałęsa z żoną i 5 dzieci? Gdybym, niezgodnie z rzeczywistością,napisał o systemie komunistycznym, w którym ludzie mieli wolność, a więc wybór, własność, wolne słowo, paszport w kieszeni, to oznacza, że nie było totalitarnej władzy, a to z kolei delegalizowałoby naszą słuszną walkę. Z pewnością , w takim systemie J. Kelus śpiewałby i nagrywałby w Telewizji, Radio „Sentymentalną Pannę S”.
A propos, skąd brały się kasety do nagrań, jak się przebijałeś do reglamentowanego, państwowego papieru, ile pierdla dostali nasi przyjaciele z radia „ S”, gdzie nadawano Twoje utwory. Zapewniam Cię, że drukując zakazaną bibułę kolaborowaliśmy z władzą, pisząc podania o papier na cele… obchodów 1 Maja.
P.S.
31.08.1980 Solidarność imieniem wielu milionów ludzi wpisała do statutu tzw. kierownicę socjalizmu: sojusze, partię i własność państwową. W okresie kryzysu statutowego ponownie zadekretowała porozumienie z komunistami. Pokryła statut komunistyczną rdzą, wbrew prawdzie, gdyż robotnicy nie chcieli komuny. W 1989 r. odnowiła porozumienie. Nie zamierzam tego rewidować, choć byłem jednym z trzech z Krajowej Komisji Porozumiewawczej, który głosował przeciw. Dziś układy z komunistami są świętami państwowymi. Czyż nie jest to kolaboracja?
Bydgoszcz, 21.02.2016
Jan Rulewski











