Senator obserwatorem wyborów parlamentarnych w Kirgistanie
Sześć tysięcy kilometrów od Polski senator Jan Rulewski jest obserwatorem wyborów parlamentarnych w Kirgistanie, byłej sowieckiej republice, dziś sierotce po radzieckim imperium. Co tu robię? Tak chciały Europa i Kirgistan. Ta pierwsza buduje wpływy na swoich granicach, ten drugi, gdyż boi się Chin, choć bierze pieniądze od wszystkich. Potrzebuje pieniędzy, pomysłów, bezpieczeństwa, zaś elity polityczne legitymizacji. W Kirgistanie wszystko się zapadło. Nie mają towarów, fachowców i pieniędzy na remont państwa. Dosłownie okazałe są tylko pomniki.(patrz zdjęcie poniżej)

(Fot. Jan Rulewski)
Z wielkiego ZSRR zostały szerokie zaniedbane ulice, mundurki uczniowskie i woda gazowana sprzedawana na szklanki przez zubożałe babcie. Nie mieli takiego szczęścia jak my, gdy świat przyszedł nam z pomocą. Nie mają szczęścia do polityków, gdyż zmienia się rządy jak rękawiczki, a dwóch premierów uciekło do Rosji i na Białoruś. Dlatego tu jesteśmy, by dopilnować demokratycznych wyborów. Azjaci, a nawet południe Europy cechuje klanowość. Pozornie demokracja, a ludzie ciągną losy do swoich. Swoi się odwdzięczają i po wydrenowanie kasy upadają. Próżnię, a nawet degrengoladę usiłuje zapełnić islam. Na ulicach widać tę młodość zakutą w burki, ale obnoszoną z godnością demonstracyjnie wobec nowoczesnej konsumpcyjnej cywilizacji. Odwrotnie niż w Europie, gdzie religia to udział starszych.

(Fot. Jan Rulewski)
Na razie te 5 mln mieszkańców łaknie towarów, używanych japońskich samochodów, komórek i niestety jak w każdej cywilizacji modnych ciuchów. Zarabiają na tym Chiny, Korea, Włosi. Polacy także próbują, choć niemrawo.(patrz zdjęcie poniżej)

(Fot. Jan Rulewski)
Płaci się tym, co daje matka ziemia czyli złotem, które Szwajcarzy kontrolują już w kopalniach. Te wojnę już przegraliśmy. Ale może bitwę o drogi uda się wygrać, gdyż przypominają kartoflisko, a demokracja będzie musiała zaspokoić run na motoryzację. Może budownictwo, gdyż walą się tutejsze domy z płyt. Póki co, aby zabezpieczyć Europę przed drugim Afganistanem, będziemy sprawdzali urny wyborcze, kampanię przedwyborczą. Od tego Europa zabezpiecza pomoc (ok. 30 mln euro).

(Fot. Jan Rulewski)
Komputer w buszu czyli wybory w Kirgistanie cz.2
Nie będę epatował ani atrakcyjnością podróży, ani pięknem jeziora Kyzył-Kum, ale czymś, co szczególnie zasługuje na naszą uwagę, uwagę przyszłych wyborców. Otóż doświadczenia wyborcze w różnych krajach, nawet w Polsce, stwarzają problemy ich wiarygodności. Tak też i było w Kirgistanie, gdzie nie sposób było w masie wyborców doliczyć się nawet 2 mln. Do tego dochodziły oczywiste błędy i skutki rozpadu ZSRR, który potwórzył różne wersje obywatelstwa, w tym skrywane przez obywateli.
W tym buszu zainstalowano komputer, dosłownie przy którym wybory w Polsce to średniowiecze. Niewątpliwie te zmiany czekają i nas, więc warto je poznać. Czas głosowania przez internet nadchodzi, ale póki co to przybliżenie, a w Kirgistanie z powodu braku jego powszechności i PC - to przyszłość.
Na czym to polega? Głównie na urnie, którą stanowi skrzynka ze skanerem.
Zabiegi przy elektronicznej urnie. (Fot. Jan Rulewski)
Wrzucona karta przez wyborcę jest natychmiast zliczana, łącznie z dokonanym wyborem czyli krzyżykiem i błyskawicznie przekazywana do centrum. Tak więc na bieżąco zliczana jest frekwencja i wybrane partie. Dla mnie całkowitym zaskoczeniem było otwarcie urny - skanera. W obecności ponad 20 mężów zaufania z 14 partii dokonano wydruku zawartości i liczby oddanych głosów na ich partie. Centralny system potwierdził wynik. Każdy, także i ja, otrzymałem wydruk z pieczęcią komisji.

Wyniki tuż po wyborach wydrukowane przez urnę. (Fot. Jan Rulewski)
Ale to nie wszystko!
Ważnym pozostaje rejestracja wyborców, którzy przybywali z dalekich stron, często z wielorakim obywatelstwem i różnymi miejscami zamieszkania (niebezpieczeństwo lewych głosów). Otóż system rozpoznawał po odciskach palców i całemu gremium komisyjnemu ukazywał na ekranie monitora, że ten głosujący to jest ten prawdziwy, a nie podstawiony. Do tego system zaliczał obecność głosowania. W każdym lokalu działał centralny punkt informacyjny i na bieżąco reagował na pomyłki, które w tak pilotażowych warunkach musiały się zdarzać.
Wybory się udały. Nie skorzystaliśmy z możliwości ucieczki do Kazachstanu, w wypadku zamieszek co niektórzy sugerowali. Wygrały partie rządowe. Technika radowała komisje i wyborców. Liczenie ręczne (mimo wszystko) potrwało tylko godzinkę i potwierdziło wyniki. To wszystko kosztowało Europę 19 mln, choć widziałem elektronikę fundowaną przez Koreę.

Potężny meczet budowany przez Turków, ale partia muzułmańska wybory zdecydowanie przegrała. (Fot. Jan Rulewski)
Wybory w Kirgistanie - aneks
Pobyt w stolicy Kirgistanu, Biszkeku, wykorzystałem do złożenia wizyty w tutejszym stowarzyszeniu polonijnym. Od lat niepodzielnie i ofiarnie działa prof. Zenona Ślązak-Biegalijewa, żona kirgiskiego muzyka. Działa wśród 1200 rodaków zesłanych do odległego kraju.
Ze Stanisławowa, Wilna wyrwani ze swoich łóżek z dziećmi i rzuceni na słomę towarowych eszelonów pod eskortą NKWD, lądowali nad Morzem Białym. Wszyscy do roboty wraz ze swoimi dziećmi. Ale też z chorobami. Jak najdalej od ojczyzny. Gdy w 1941 zbliżyli się do nich Niemcy, pognano ich na Kazachstan i do Kirgizji. O tym nawet nie wspomina Polska historiografia. Strach i tortury dziesiątkowały wygnańcow, z 25 tyś. pozostalo 1200. Tak to prawda, z powodu prześladowań wypierali się pochodzenia i języka. Mówi o tym wydana tam książka „Losy Polaków w Kirgizji”, wydana dzięki Rosjance Lubow Skrimińskiej i jej odkryciom materiałów z NKWD z opisem prześladowań: „Jak choćby wypędzono nas w nocy do dalszego etapu, trzymając się i popychając konne wozy, szliśmy w błocie i śniegu. Padaliśmy. Również mój 4 letni synek. Traciłam kontrolę. Pozostały okruchy chleba, po które podchodził Jędrek. Dzięki temu zostaliśmy razem. Inni uratowali się dzieki Kirgizom, jak wiadomo islamistom. Jedna z nich zabierała dwoje dzieci do swego domu.W strachu przed NKWD, podkarmiała i kolejny raz to czyniła”, wspomina Krystyna Łaszewicz. W ogóle ci muzułmanie okazywali pomoc taką, na jaką było ich stać, gdyż sami nie mieli, komu jak głosił ZSRR, kułakom i szpiegom.
Nasuwa się refleksja o nas, ludzi z XXI wieku demonstrujacych nienawiść i wobec emigrantów, i uchodźców z Syrii. Nie ma nawet słowa współczucia, a tym bardziej okruchu chleba, choć niektórzy są syci. Rozmawiałem na temat ich powrotu, w szkółce, gdzie uczą polskiego dzieki pomocy rządu. Nie myślą o powrocie, gdyż wynarodowieni, bez znajomości języka, zawodu, z dumą i biedą chcą dokonać swego żywota w nowej ojczyźnie. Nie ma już naszej polskiej Ukrainy wzdychają. Jak mówi uczestniczka testu językowego 91-letnia pani Helena. Dzieci, dzięki pomocy z Polski, przyjeżdżają do ojczyzny na kolonie. Podróż to koszt 1000 dolarów. Zarobek nauczyciela w Kirgizji - 200 USD.











