13.11.2018-"Potrafił być nieugięty jak skała". Spotkanie przyjaciół Jacka Kuronia.Wydawnictwo: Wyborcza.pl
"Potrafił być nieugięty jak skała". Spotkanie przyjaciół Jacka Kuronia
13.11.2018, Warszawa, Centrum Premier Czerska 8/10, premiera książki 'Jacek' o Jacku Kuroniu autorstwa Anny Bikont i Heleny Łuczywo. Na zdjęciu od lewej: Karol Modzelewski, Adam Michnik, Anna Bikont, Helena Łuczywo oraz prowadzący Dorota Wysocka-Schnepf i... (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)
Spotkanie odbyło się w siedzibie "Gazety Wyborczej". O Kuroniu z autorkami jego biografii dyskutowali Adam Michnik i Karol Modzelewski. Wśród publiczności była m.in. rodzina Kuronia, Ludwika i Henryk Wujcowie, Ewa Milewicz, senatorowie Bogdan Borusewicz i JanRulewski oraz wielu przyjaciół Jacka.
"Bez przerwy gadał"
Akcja książki zaczyna się w 1905 roku, bo właśnie mitem rewolucji żyła rodzina Kuroniów. - Narosły rozmaite legendy, które, nie wiem w zasadzie po co, postanowiłam zweryfikować. Ta weryfikacja ostatecznie się nie udała: bo legendy należy pozostawić legendom, a nie je sprawdzać – opowiadała Helena Łuczywo.
Jak autorki poznały Jacka Kuronia? Anna Bikont mówiła, że był to koniec lat 70. - Moja siostra zabrała mnie na urodziny Jacka. Podszedł, podał mi rękę i powiedział: "Jestem Jacek Kuroń". Myślałam, że nigdy nie umyję tej ręki – opowiadała.
Łuczywo przyznała, że na początku za Kuroniem nie przepadała. - Podczas jednego z pierwszych spotkań poprosił mnie, żebym pojechała do Ursusa z ekipą telewizyjną ze Szwecji. To chyba była pierwsza ekipa, która przyjechała pokazać, co się stało w Czerwcu '76. Zastanawiałam się nad tym kilka dni. Moja córka miała trzy latka, myślałam, że muszę się nią zajmować, a nie jeździć do Ursusa. Ale potem przypomniałam sobie głos Jacka i pomyślałam, że trzeba być przyzwoitym – opowiadała Łuczywo. I dodała: - Dużo ludzi za nim nie przepadało. Bez przerwy gadał, był krzykliwy. Ja jestem dość spokojna. Natomiast Gajkę [pierwsza żona Jacka Kuronia] wszyscy uwielbiali.
Bikont mówiła, że ojciec Jacka cały czas dyskutował z Kuroniem na temat stalinizmu. - Mówił mu, że oszalał. Bardzo starannie opisałyśmy ten czas. Wydawało mi się, że w "Wierze i winie" Jacek wszystko opisał. Ale to było "jeszcze bardziej". Był okropniejszy w okresie stalinowskim, niż to napisał. Ale potem "jeszcze bardziej' wpływał na losy Polski.
"Ta książka odbrązawia Jacka"
Później na scenę weszli prof. Karol Modzelewski i Adam Michnik. Modzelewski pierwszy raz spotkał Kuronia na zebraniu Związku Młodzieży Polskiej. - To był rok 1955, jesień. Kruszał lód stalinizmu, zaczynała się odwilż. Było takie zebranie, gdzie Jacek wystąpił z dość egzaltowanym przemówieniem. Mówił o greckich żeglarzach, burzy i wylewaniu beczek z oliwą na fale. Dużo gestykulował. Zafascynował mnie od pierwszego spotkania – mówił Modzelewski.
A Michnik? - Byłem w drużynach walterowskich. To był rok 1957, jesienią. Ale to nie byłe relacje partnerskie – mówił Michnik, który miał wtedy 11 lat, a Kuroń 23. - Byłem szkrabem. Zapamiętałem, że Jacek był genialnym gawędziarzem. On to uwielbiał. Słuchaliśmy go z otwartymi ustami. Czego tam nie było! O walkach z bandami, o podziemiu antykomunistycznym, o Walterze-Świerczewskim – opowiadał Michnik.
Modzelewski mówił, że książka go zachwyciła, bo "odbrązawia Jacka". - On jest heroizowany, bo jest bohaterem pod każdym względem. Ale bohater nie może mieć skazy. Tymczasem Bikont i Łuczywo uderzyły go w "miękkie". Pokazały jego przeszłość stalinowca i aktywisty partyjnego w harcerstwie, który zwalczał nurt tradycyjnego harcerstwa – mówił Modzelewski.
Michnik stwierdził, że Kuroń był twardym wrogiem nacjonalizmu. - Jacek nigdy nie zmienił aksjologii – mówił Michnik. I dalej: - Kochał ludzi, to sformułowanie patetyczne, ale w gruncie rzeczy trafne. Natomiast nie było tak, że szukał kompromisu zawsze. Potrafił być nieugięty jak skała. Wiedział, że są takie sytuacje, gdzie kompromis jest konformizmem i kompromitacją – mówił Michnik.
Gajka
Modzelewski wspominał Gajkę Kuroń: - Kiedy zaczął się strajk w 1980 roku, pojechałem do Jacka. Nie było go, bo wozili go z komendy na komendę. Ale była Grażyna, która zapewniała ciągłość przywództwa. Nawet jak był, była punktem stałym i jasnym. Grażyna, warta miłości bez żadnej dyskusji, była dla Jacka moralną busolą. To nie wszyscy dostrzegali. Jacek niezwykle liczył się z jej zdaniem, również w sprawach polityki, organizacji, narażania ludzi i siebie. Decydował o wszystkim, patrząc na nią. Bez Grażyny nie sposób sobie tego domu wyobrazić.
Bikont stwierdziła, że zawsze słyszała o Gajce same superlatywy. - Nikt o niej inaczej nie mówił. Dopiero pracując nad "Jackiem", zdałam sobie sprawę, że ona była wybitną działaczką opozycji. Była wybitną polityczką i nie została w tamtych czasach dostatecznie doceniona - mówiła.
Wybory prezydenckie i alterglobaliści
Zdaniem Bikont Jacek Kuroń odnalazł się w wolnej Polsce. - Był bardzo ważną postacią w rozmowach Okrągłego Stołu. Doprowadził do tych rozmów, choć wielu działaczy opozycji było przeciw. Potem przyjął najgorsze możliwe Ministerstwo [Pracy], łagodził reformę. Odegrał niezwykle ważną rolę polityczną. To, że pod koniec życia zakwestionował to, co w 1989 r. myśleliśmy, że jest wielkim sukcesem - to też bardzo ważny głos, który może nam dawać do myślenia - mówiła Bikont. - Nie pławił się w sukcesie, dużo szybciej niż większość z nas zobaczył, jaka była cena sukcesu - dodała.
Innego zdania była Łuczywo. - Jacek miał swoje zadania. Kiedy tak było, potrafił się spisać. Beznadziejnym zadaniem było Ministerstwo Pracy. To, co był w stanie zrobić, zrobił. Niektórzy uważają, że dał za duże emerytury, za dużo zasiłków. Też tak uważam. Dał je nawet ludziom, którzy nigdy nie szukali pracy. Budżet strasznie ciężko to znosił. Mówił, że ludziom trzeba przywrócić poczucie sensu. I potrafił to robić - opowiadała Łuczywo. Jej zdaniem po wyborach prezydenckich Kuroń poczuł straszną klęskę. - Przekonywał, że najważniejszy nie jest podział na komunistów i "Solidarność". Telewizja pokazała, jak patrzy na wyniki wyborów i płacze. Próbował się z tego podnieść, szukać, zakolegował się z alterglobalistami. Miał rozmaite pomysły, był chory, cierpiał, nie miał swojego zadania - mówiła Łuczywo.
Modzelewski vs. Kuroń
Co by Kuroń zrobił dzisiaj, gdyby żył? - Nie mam zielonego pojęcia - odpowiedziała Łuczywo. Wtrącił się wtedy Michnik: - No co ty? Z PiS-emby chodził? Łuczywo: - Nie, PiS to przeciwieństwo tego, w co wierzył. Ale na pewno coś by wymyślił - odpowiedziała.
Modzelewski z kolei stwierdził, że Kuroń "zakochał się w wolnym rynku". - Ale potem się z wolnego rynku odkochał - mówił. I dodał: - Nas łączyło tyle, że różnice nie zdołały naruszać naszej przyjaźni. Kiedyś coś złego powiedziałem o jego działalności charytatywnej i bardzo go to zabolało. Iskrzyło między nami. Kiedy zmienił zdanie na temat wolnego rynku, zrobił to sam, nie z mojego pouczenia.
Na zakończenie spotkania Modzelewski dostał 81 róż na 81. urodziny, które będzie obchodził za kilka dni.
Artykuł przygotował : Edyta Iwaniuk. Wydawnictwo : Wyborcza.pl
13.11.2018r.
Wszystkie informacje zaciągnięte z IMM.












