31.05.2019-Eurowybory 2019. Radosław Sikorski: Do roboty jak ja i Arłukowicz. Wydawnictwo: Wyborcza Bydgoszcz
Eurowybory 2019. Radosław Sikorski: Do roboty jak ja i Arłukowicz

Zwycięzca regionalnych wyborów do PE krajowy wynik swojej listy nazywa porażką. Radosław Sikorski, podobnie jak wielu kandydatów Koalicji Europejskiej, zauważa, że w czasie kampanii wyborczej nie wszyscy wyrywali sobie rękawy. – Uważam, że gdyby wszyscy kandydaci pracowali tak jak ja i Bartosz Arłukowicz, to wynik byłby lepszy – przyznał wprost w „Kropce nad i".
Różne grzechy koalicji
Faktycznie, kampania Sikorskiego była udana, a sam kandydat pokazał, że potrafi walczyć. Jeszcze kilka miesięcy temu trudno było sobie wyobrazić, że Sikorski będzie rozdawał ulotki na ryneczkach na obrzeżu województwa, a wyborców będzie szukał nawet na stadionie. Efekt liczony w liczbach bezwzględnych imponujący – 130 tys. głosów. – Procentowo to był bodaj 7. wynik w kraju. Czyli dobry – słyszymy w sztabie Sikorskiego.
Kampania Krzysztofa Brejzy z KE (84 tys. z ostatniego miejsca) została dostrzeżona w ogólnopolskich mediach, to mandat okazał się być bardzo daleko. Wpłynęły na to ogólnopolski wynik partii i fatalna, przedostatnia w skali kraju frekwencja w okręgu nr 2. Poseł z Inowrocławia starał się połączyć wizyty w ogólnopolskich mediach ze spotkaniami w terenie. Najlepiej jednego dnia, a z trasy do studia telewizyjnego w stolicy wysyłał tweety, które mobilizowały niemałą część elektoratu. Kiedy pod koniec kampanii zaczął mocniej podgryzać Sikorskiego, zostało to źle odebrane w samej Platformie. – Brejza zrobił naprawdę dobry wynik, ale zabierał głosy Sikorskiemu. Nie poszerzał naszej bazy – słyszymy w partii.
Z fatalnymi wynikami wybory zakończyli kandydaci Nowoczesnej i Zielonych. Joanna Czerska-Thomas i Sylwester Jankowski zdobyli po 1500 głosów. – Z czym do ludzi? Napinają się, wpychają na listy i robią razem w województwie 3 tysiące, wynik na poziomie jednego Janusza Zemke w samym tylko Nakle! – mówi „Wyborczej” poirytowany działacz Platformy. W PO jest coraz więcej głosów, że nie wszyscy działacze wystarczająco mocno pracowali na wynik. Tradycyjnie w kampanii nie istnieli wybierający się na emeryturę parlamentarzyści – Teresa Piotrowska, Andrzej Kobiak, Zbigniew Pawłowicz i Jan Rulewski. – W każdym miasteczku radni PiS rozdawali ulotki. Nasi są mniej widoczni. Trzeba ich zmobilizować, a jeśli nie da się inaczej, to przymusić, warunkując tym miejsca na listach – mówi nam działacz PO. Wracają pytania, czy prawidłowo skonstruowano listę oraz dlaczego tak słabo cały projekt wsparł marszałek województwa. Jak w całej Polsce, liście zabrakło konstruktywnego przekazu i jasnego programu dla zwykłego wyborcy.
Jedynym kandydatem, który mógł liczyć na realne poparcie Piotra Całbeckiego, był Michał Korolko. Jego wynik, 11 tys. głosów jedynego toruńskiego kandydata PO, trzeba nazwać porażką. Nieoficjalnie, nawet koledzy z partii jego kampanię określają jako nieetyczną. Przed wyborami kierowana przez niego Toruńska Agencja Rozwoju Regionalnego wykupiła dużą liczbę reklam w lokalnych mediach. W ogłoszeniach w gazetach pojawiała się twarz prezesa TARR-u, czyli Korolki.
50 tys. głosów Janusza Zemke to dobry wynik jak na nie największe zaangażowanie kandydata. Kiedy stało się jasne, że nie zdobędzie mandatu, Zemke ogłosił, że jesienią nie chce walczyć o powrót do poselskich ław. W Warszawie i Brukseli reprezentował Bydgoszcz przez 30 lat. Był wzmocnieniem listy KE, bo żadnej inny przedstawiciel lewicy nie zdobyłby prawdopodobnie nawet połowy głosów, co Zemke.
Latos: Jak jajecznica bez soli
Bez zaskoczeń na liście PiS. Kosma Złotowski (107 tys. głosów) zgodnie z oczekiwaniami pokonał Tomasza Latosa (56 tys.). – Kiedy Latos nie dostał jedynki, chodził niezadowolony. Mówił, że zrobi kampanię, ale na miarę możliwości. Byłem w szoku, że jego twarz wyskakiwała z każdego rogu – mówią nam w PiS. W partii coraz częściej mówi się, że kampanie Latosa – wielkie nakłady na outdoor, bez konkretnego przekazu, są przeciwskuteczne. Mimo wydanych kwot wyborcy nie dowiedzieli się, czemu chce ich reprezentować. Latos kalkulował, że wygra w Bydgoszczy, ale nawet tutaj spotkała go przykra niespodzianka. Zdobywając 17 tys. głosów, przegrał o 5 tys. O wyniku na liście PiS zdecydowało poparcie Jarosława Kaczyńskiego dla Złotowskiego.
– Latos to jajecznica bez soli. Stara się wyostrzyć, ale nikt tego nie kupuje. Mimo że próbuje być agresywniejszy, to mentalnie jest politykiem środka – komentuje PR-owiec z regionu.
Wśród polityków wszystkich opcji dojrzewa myśl, że czas Latosa jako wyborczej lokomotywy się kończy. Po dwóch dotkliwych porażkach jesienią może już nie być liderem listy.
Wśród kandydatów Konfederacji i Kukiz’15 najlepiej poszło Marcinowi Sypniewskiemu. Ale 5 tys. głosów kosztowało go niemało, bo 50 tys. zł z własnej kieszeni. „Jedynka” Konfederacji, Krzysztof Drozdowski (9 tys.), jako jedyny lider listy w regionie zdobył poniżej 40 proc. głosów. Dla układających listy przed październikowymi wyborami będzie to ważna wskazówka. Wiosna zmarnowała szansę na wykreowanie nowej, świeżej twarzy. Wanda Nowicka wstydu nie przyniosła i zdobyła 22 tys. głosów.
Gdyby w ubiegłą niedzielę wyborcy głosowali w wyborach do Sejmu, KE miałaby 7 posłów, a PiS 5. Obóz władzy chce, żeby wybory odbyły się jak najszybciej, prawdopodobnie 12 października. W czerwcu politycy będą więc mieli chwilę odpoczynku. W sierpniu muszą już być gotowi do walki. Wrześniowa kampania zdecyduje o tym, jak Polska będzie wyglądała przez najbliższe lata.
Artykuł przygotował : Remigiusz Jaskot. Wydawnictwo : Wyborcza Bydgoszcz
31.05.2019
Wszystkie informacje zaciągnięte z IMM.











